Spodek niedzielnego wieczoru, w końcu bez kolejki. blog

Po IEM: część 1 – ocena organizacji


Wielki finał Intel Extreme Masters w Katowicach za nami. Tak jak pisałem, potraktowałem ten turniej jako okazję do odświeżenia mojego kontaktu z grą oraz z ludźmi pracującymi w e-sporcie. Potrzebowałem parę dni, żeby dojść do siebie. Teraz zgodnie z obietnicą małe podsumowanie, które podzieliłem na dwie części. Zacznę od oceny strony organizacyjnej turnieju, a w drugiej części napiszę o samym turnieju w StarCraft 2, grach, balansie i tym podobnych aspektach gry.

Online czy offline, czyli jak śledzić turniej?

Śledząc dyskusje na forach i rozmawiając ze znajomymi jeszcze przed turniejem zauważyłem, że wiele osób zastanawiało się, czy jechać do Katowic na ten turniej. Pierwsze moje wrażenie było takie: „Nad czym się tu zastanawiać? Takiego turnieju jeszcze w Polsce nie było i pewnie nie prędko znowu się doczekamy!”. Te rozterki zrozumiałem dopiero w piątek, gdy pierwszy dzień turnieju postanowiłem śledzić z domu, jak większość użytkowników.

Pomijam kwestie finansowe, bo oczywiście wyjazd do Katowic, zwłaszcza na 3 dni (nie liczę turnieju eliminacyjnego w czwartek), jest pewnym kosztem, a dla osób z północy Polski niemałą podróżą. Prawdziwym źródłem rozterek paradoksalnie jest… bardzo wysoka jakość relacji na żywo oferowanej użytkownikom!

Zbyt dobry stream!

Przez 9-10 godzin nawet fan tylko jednej z turniejowych gier może oglądać praktycznie ciągłą relację, a produkcja stoi na rewelacyjnym poziomie i za to należą się organizatorom duże podziękowania. Oprócz samych rozgrywek, z komentarzem w języku angielskim albo polskim (do tego jeszcze wrócę), na temat każdego z zawodników przygotowane zostały krótkie nagrania poświęcone ich drodze do finałów, wybrane gry są analizowane przy „stoliku ekspertów”, organizowane są małe wywiady z graczami na scenie. Dzięki licznym wstawkom z publiczności, możemy poczuć się prawie jakbyśmy byli na miejscu.

W porównaniu do poprzednich produkcji ESL, które widziałem, o wiele lepiej dobierana jest muzyka (oglądałem swojego czasu jakiś stream, podczas którego co chwilę puszczali Gangnam Style i jakieś kawałki, które nadawały relacji styl memowy, słabe to było). Jeśli ktoś jest zainteresowany, R1SF z forum Netwars złożył playlistę z kawałków, które leciały podczas tych finałów. Poza tym jeśli lubicie taką muzykę, polecam kanały na YouTube: IEM Drum and Bass oraz IEM Dubstep.

Stream na Twitchu jednak ma tendencje do lagowania podczas relacji, co zwłaszcza irytuje, gdy w kluczowym momencie gry oglądamy ikonę buforowania, by potem chwilę stream przeskoczył do aktualnego momentu relacji. Pewnie ichnie serwery nie wyrabiają skoków zainteresowania podczas takich eventów, jak finały IEM. I chociaż piątkowe statystyki relacji z turnieju w StarCraft 2 zdecydowanie nie powalały (szczytowo jakieś 2 700 widzów na polskim kanale i 47 000 na kanale angielskim), to suma widzów z pozostałych gier okazała się za dużym wyzwaniem dla Twitcha. Z tego co słyszę – niestety po raz kolejny.

Świetny komentarz…

Spośród anglojęzycznych komentatorów para Artosis (mój ulubiony komentator) i Apollo moim zdaniem była najlepsza. Polski duet Indy i Zedd miło mnie zaskoczył – obydwu kojarzyłem ze stylu komentowania nakierowanego na doświadczonych graczy, tymczasem widać było, że starali się komentować w sposób bardziej przystępny, zrozumiały również dla osób niegrających w StarCrafta (chociaż tutaj wciąż jest dużo do zrobienia, o czym za chwilę). Zedd ma sporo angielskich wrzutek („wyskillowany foreigner z tym build orderem jest zdecydowanym underdogiem”), ale za to nadrabia poczuciem humoru i dobrze uzupełnia spokojny i bardziej rzeczowy komentarz Indyego. Tak trzymać chłopaki! Słyszałem tylko od innych, że w niedzielę już trochę maraton dał się we znaki zwłaszcza Zeddowi, więc na tak długie turnieje chyba przydałby się Wam przynajmniej jeden zmiennik (wiem, że to nie zabrzmiało bezinteresownie) do rotacji podobnie jak podczas relacji angielskiej.

Za dość kontrowersyjną, chociaż wiem, że niezamierzoną sytuację uważam rozmowę Zedda z Funkayem zaproszonym do piątkowego komentarza w pojedynku Naniwa vs Polt. Mianowicie już przed pierwszą grą Funkay zaczął opowiadać Zeddowi o przygotowaniu Naniwy do turnieju, preferowanym przez niego stylu gry, informacjach uzyskanych na ten temat od Naniwy w chwilę wcześniej przeprowadzonej rozmowie. Czy tego typu informacje powinniśmy przekazywać podczas relacji, skoro mogą trafić do drugiego zawodnika? (nie to, żebym Polta w najmniejszym stopniu o to podejrzewał) Moim zdaniem nie i chyba czas zacząć się zastanawiać, gdzie ta granica stoi, bo nie jest to pierwszy przypadek, gdy spotkałem się z taką sytuacją w większym turnieju.

W piątek słuchałem głównie polskiego komentarza, a w sobotę i niedzielę już siłą rzeczy tylko angielskiego – również w League of Legends i w Counter Strike: Global Offensive. Mam jedną ważną obserwację, która praktycznie od razu mi się narzuciła, chyba dzięki dłuższej przerwie w kontakcie z grą i e-sportem. Mianowicie komentarz we wszystkich trzech grach był skierowany do graczy, do tego w wielu przypadkach do graczy znających konkretną grę. W zależności od pary komentatorów, różne były proporcje między warstwą merytoryczną komentarza, a przekazem emocjonalnym, jednak problem pozostawał w każdym przypadku podobny – merytoryczna treść była zbyt skomplikowana dla nowych widzów, zaś emocje towarzyszyły zagraniom, których widz nierozumiejący gry nie doceni.

…nie dla początkujących

Gdy się dłużej nad tym zastanowię, jest to problem, z którym świat e-sportowy zmaga się od początku istnienia. Taki turniej to przecież idealna okazja, żeby przyciągnąć nowych fanów e-sportu, z całą pewnością przez katowicki Spodek przewinęło się dużo osób, które z e-sportem nie miały wcześniej kontaktu. Co takie osoby słyszały z ust komentatorów? Albo jakieś skróty myślowe dotyczące zastosowanej strategii przeznaczone dla orientujących się w grze, albo prosty, emocjonalny opis czegoś, co oni też widzą na ekranie, jednak nie rozumieją.

Przypomniały mi się w tym momencie finały World Cyber Games we włoskiej Monzie w 2006 roku (reprezentowałem wtedy Polskę razem z Draco w grze StarCraft: Brood War). Obejrzeć Krzysztofa przyjechała rodzina, pamiętam, jak jego siostra była żywo zainteresowana występem brata. Próbowała oglądać relację na telebimie – nie pamiętam już, czy to była gra Draco, czy jakaś poprzednia – i przysłuchiwała się komentarzowi Tastelessa (prezentującego przypuszczam, że najbardziej przystępny komentarz w SC:BW ze wszystkich komentatorów). Widziałem brak zrozumienia w jej oczach i wtedy właśnie po raz pierwszy zrozumiałem, jak dużą barierą jest pierwszy kontakt z e-sportem, nawet podczas tak globalnego wydarzenia, jakim były finały WCG. Wystarczyło praktycznie kilkanaście minut wspólnej obserwacji gry i trochę prostych wytłumaczeń z mojej strony na temat mechaniki gry, aby siostra Draco sama zaczęła dostrzegać udane zagrania, wyraźną przewagę jednego z graczy i tym podobne.

Często zdarza się nam wszystkim w światku e-sportowym narzekać, że nasza wyczynowa, turniejowa gra jest marginalizowana, że spotykamy się z murem niezrozumienia ze strony szeroko pojętego mainstreamu. Być może wciąż robimy za mało, żeby do naszego sportu przyciągnąć nowych fanów. Wielu komentatorów, w różnych grach, stara się naśladować tradycyjny komentarz sportowy, taki jak np. w piłce nożnej, czyli pełen emocji, opisujący to, co widzimy na ekranie. Taki styl niewątpliwie podoba się nam, graczom, ponieważ wszystko inne widzimy i rozumiemy bez dodatkowego komentarza. Jednak jeśli nie wytłumaczymy nowemu widzowi, co tak naprawdę decyduje o zwycięstwie i z czym zmagają się w danym momencie zawodnicy, nie doceni on umiejętności potrzebnych do wygrywania. Oglądając piłkę nożną nowy widz jest w stanie sobie wyobrazić bariery fizyczne oraz konieczność zgrania w kilkunastoosobowym zespole, ponieważ nawet nie grając w piłkę, z podobnymi trudnościami spotykał się w swoim życiu. W przypadku e-sportu jest inaczej. Jeśli nie nadamy naszym grom głębi w przystępny sposób, to StarCraft dla laika pozostanie grą, w której wygrywa ten, który szybciej uderza w klawisze, a Counter Strike grą, w której wygrywa ten, który ma lepszego cela.

Jeśli nie wyjdziemy w aktywny sposób do nowej widowni, to ta wciąż będzie się kształtowała głównie z graczy, którzy na własną rękę zapoznali się wcześniej z grą. Musimy zacząć to robić właśnie podczas takich turniejów, jak finały IEM w Katowicach! No dobra, a jak było na miejscu?

Na tym zdjęciu widzicie jakieś 1/3 publiczności, która zgromadziła się w Spodku w niedzielę.

Na tym zdjęciu widzicie jakieś 1/3 publiczności, która zgromadziła się w Spodku w niedzielę.

Warunki dla widzów

Cóż, kto nie był – niech żałuje! Katowicki Spodek to naprawdę świetne miejsce na tego typu wydarzenie – i chyba nikt się nie spodziewał, że jego jedynym minusem okaże się… zbyt mała pojemność. W sobotę około 9 rano przed Spodkiem stało już w kolejce i w deszczu kilka tysięcy ludzi (bramki otwierane były o 12). Słyszałem, że już w piątek przez obiekt przewinęło się ze 20 tysięcy ludzi, a patrząc na przepełnione od rana trybuny w niedzielę obstawiam, że na finały przyszło przynajmniej o połowę więcej. To dawało naprawdę niesamowite wrażenie – chociaż do koreańskich standardów jeszcze nam daleko, to finały WCG 2009 w Chengdu przy katowickim IEM wyglądały pod tym względem skromnie!

Za absolutną rewelację uważam możliwość obejrzenia wszystkich gier w turnieju z trybun! Fan StarCrafta mógł praktycznie siedzieć cały dzień na trybunach i się nie nudzić. Na czterech dużych telebimach w sobotę pokazywano równolegle trzy turnieje (SC2, LoL i CS:GO), więc trybuny naturalnie podzieliły się na sektory fanów poszczególnych gier. Zdecydowanie najwięcej osób usiadło w sektorze League of Legends, co pokazuje, jak duża scena w Polsce powstała już wokół tego tytułu. Jeśli chodzi o reakcje publiczności, fani StarCrafta okazali się najmniej żywiołowi, za to zdecydowanie najlepiej zorganizowani – dzięki licznej reprezentacji użytkowników forum Netwars, po trybunach „chodziły” dwie duże flagi (flaga Polski oraz flaga Netwars na cały sektor) – dobra robota chłopaki!

Poza trybunami były dwie powierzchnie zagospodarowane przez sponsorów i partnerów – w środku Spodka, za telebimami oraz poza główną halą, w zewnętrznym kręgu obiektu. Wystawcy zadbali o wiele atrakcji dla zwiedzających, były mini-turnieje, konkursy z nagrodami, pokazy, możliwość pogrania w nowe tytuły, sklepiki ze sprzętem dla graczy et cetera. Jednym słowem, widzowie mieli co robić w przerwach między grami i można wręcz powiedzieć, że przerw było za mało, żeby całą część wystawową zobaczyć.

Na co mogli narzekać widzowie? Cóż, obiekt kompletnie nie był przygotowany na taką liczbę odwiedzających. Mega-kolejki od samego rana przed Spodkiem i potem w środku – do toalet. Brak miejsca na trybunach w dniu finałów. Jakąś totalną pomyłką była obsługa gastronomiczna na miejscu. W strefie z ciepłymi posiłkami były dwa punkty – lokalnej pizzerii, gdzie w praktyce po krótkim czasie serwowali tylko zapiekanki (ale przynajmniej bez większych przerw); oraz KFC, gdzie 2 dziewczyny z obsługi miały 2 rodzaje kurczaka (nic innego nie można było kupić) przywożonego z okolicznej restauracji raz na godzinę. W szczytowych godzinach wyglądało to tak, że przez dwadzieścia minut kilkanaście osób z kolejki mogło coś zamówić, a reszta kolejki czekała kolejne 40 minut na nową dostawę. Taka sytuacja w obu punktach wystąpiła już w piątek, mimo to nikt nie wyciągnął wniosków i w kolejnych dniach było tylko gorzej. Mnóstwo ludzi strasznie na to narzekało, bo wyjście z obiektu dla ludzi bez biletu wcześniejszego wstępu oznaczało konieczność ponownego czekania w kolejce.

Warunki dla zawodników i obsługi

Gracze mieli własną strefę z tyłu obiektu, do której poza obsługą drużyn i organizatorami mieli dostęp tylko ludzie z akredytacjami (dziennikarze, goście). Każdy miał swój komputer do dyspozycji, można było zregenerować siły na poduszkach, było przestronnie i cicho. Dla porównania pamiętam, jak w Chengdu gracze trenowali w strefie znajdującej się na tej samej hali, co całe finały, ciągły tumult wokoło był męczący dla mniej odpornych na takie atrakcje zawodników.

Powtórzę to jeszcze raz – rozgrywanie wszystkich gier finałowych na scenie to świetna sprawa, również dla zawodników! Koniec z losowaniem czy wybieraniem gier, wszyscy uczestniczą w turnieju w takich samych warunkach (chociaż nie wszystkim to odpowiadało, ale o zachowaniu jedynego nie-Koreańczyka w finale napiszę jutro). Niestety opóźnienia w harmonogramie turnieju pierwszego dnia zmusiły organizatorów do rozegrania dwóch pojedynków poza sceną, ale widać było, że do samego końca nie chcieli podejmować tej decyzji.

Chociaż zarówno w sobotę, jak i w niedzielę skupiłem się na rozmowie z ludźmi (przepraszam, jeśli kogoś nie rozpoznałem, ale miałem kilkadziesiąt „spotkań po latach” i trochę mnie to oszołomiło) oraz na śledzeniu samego turnieju, ale korzystając z akredytacji dziennikarskiej myszkowałem również po całym zapleczu i przyglądałem się, jak wygląda turniej również od strony produkcyjnej i organizacyjnej. Do strefy dla komentatorów niestety nie miałem wstępu, ale i tak nie zmienia to mojej oceny zaplecza – z takim poziomem organizacji do tej pory spotkałem się tylko na tych turniejach, gdzie za produkcję odpowiadali Koreańczycy ze swoimi doświadczeniami z telewizji i tamtejszych lig. Naprawdę miło było się temu przyglądać, zwłaszcza ze świadomością, że w ESL działa w tej chwili już naprawdę pokaźny zespół Polaków i trudno powiedzieć, że to był niemiecki turniej.

Podsumowanie i kilka linków

Turniej w Katowicach zrobił na mnie świetne wrażenie. Organizatorzy postawili poprzeczkę bardzo wysoko i nie wiem co trzeba będzie zrobić, żebyśmy w Polsce zobaczyli lepsze wydarzenie e-sportowe. Co prawda, jak chyba wszyscy fani StarCrafta, mam tylko spory niedosyt po niedzielnym finale, ale cały turniej uważam za wspaniałe widowisko na światowym poziomie (o czym więcej napiszę w drugiej części relacji).

Na koniec chciałbym podziękować bardzo wszystkim ludziom, których miałem przyjemność poznać i porozmawiać na temat turnieju oraz w szczególności Adrianowi Kostrzębskiemu, który wybaczył mi spóźnione złożenie wniosku o akredytację.

Kilka linków wartych polecenia:

Już jutro postaram się opublikować drugą część relacji, tym razem już tylko o turnieju w SC2, moich obserwacjach po przerwie na temat zmian w mechanice gry, balansu oraz zachowania Naniwy, który oddal walkowerem swoje gry. Mam też dobrą wiadomość nt. Terran TV – udało mi się przeprowadzić pomyślnie próby i jestem gotowy do uruchomienia pierwszej audycji. Celować będę w ten weekend, myślę jeszcze w którym miejscu strony informować Was o nadchodzącej audycji – dam znać przed piątkiem.


4 komentarzy on Po IEM: część 1 – ocena organizacji

  1. Chudy

    A ja się przyczepię do paru kwestii w tekście. Żaden stream nie zastąpi tego, co się przeżywało na żywo na tym IEM-ie. Jak ktoś nie był w piątek na samym rozpoczęciu, niech żałuje. To odliczanie i wręcz wybuch głośnej muzyki były czymś niesamowitym, a dla kogoś, kto jak ja, siedział blisko, wrażenia były naprawdę wielkie. Same gry również były puszczane bardzo głośno – od strzałów Immortala aż się spodek trząsł ;), coś pięknego. Jedyne czego mogę trochę żałować oglądając rozgrywki na miejscu to brak czata i brak polskiego komentarza, choć obie te rzeczy to niewielka strata w porównaniu z tym, co zyskałem.

    Druga kwestia – odnośnie Naniwy. Wątpię by ktoś przekazywał takie info w jakikolwiek sposób graczowi albo żeby było to jakimś problemem, tym bardziej, że to było po polsku, więc szansa na to, by taka informacja mogła zrobić jakiekolwiek zamieszanie jest bliska zeru. Co do samego Naniwy to tajemnicą nie jest, że przed turniejem w ogóle nie grał, do czego sam się przyznawał na TL.

    • Hej, dzięki za komentarz, miałem odpisać wcześniej, ale zapomniałem ;)

      Masz zupełną rację, stream nie odda emocji, które były na miejscu, możliwości kontaktu z innymi fanami.

      Co do Naniwy też zgoda, pisał o tym wcześniej, no ale mógł chociaż powalczyć albo dogadać się z organizatorami turnieju (skoro jego team robił problemy). Co do przekazywania informacji, chodziło raczej samemu Naniwie, że reakcje publiczności/komentarz komentatorów (w Spodku był w języku angielskim w końcu) były zauważalne przez Polta.

      /R

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>